Griselda Siciliani
look gente 2005
Griselda Siciliani

"Kim chciałam być, kiedy byłam małą dziewczynką? Pewnie baletnicą, bo pamiętam, że ciągle tańczyłam", wspomina Griselda Siciliani, która już w wieku 10 lat uczyła się w Państwowej Szkole Tańca. "W ciągu ostatnich lat szkoły studiowałam jednocześnie teatr i śpiew, aby uzupełnić wykształcenie baletowe", opowiada aktorka, która w 2004 stworzyła razem z Virginią Kaufmann "Tan modosiatas", spektakl w najlepszym stylu music hall, gdzie bawiła się humorem absurdu. Krótko potem wystąpiła w "Revista Nacional", gdzie producent Adrian Suar (Sos mi Vida) odkrył jej wyrazistość gry, która znakomicie sprawdza się w komediach telewizyjnych. W ten sposób, w 2005 przemieniła się w Flor, niezdarną i niezbyt elokwentną sekretarkę w serialu "Sin codigo", za którą to rolę otrzymała Nagrodę Clarina za debiut żeński. W ciągu ostatniego lata znalazła się w obsadzie sztuki "Hermosura", którą grupa "El Descuve" przedstawia w Sala Picasso w kompleksie La Plaza, niekonwencjonalnego musicalu, gdzie tańczy i śpiewa. W wieku 27 lat, jej kariera oscyluje między tańcem i aktorstwem. Są to dwie drogi, którymi niewątpliwie podąża, w komediowym stylu.

- Jak poradziłaś sobie z przejściem z teatru do telewizji, do tego codziennego obciążenia spowodowanego taka popularnością?
- W rzeczywistości spokojnie, bo popularność przychodziła powoli. Na początku ludzie nie rozpoznają cię na ulicy, a przynajmniej mi się to nie przytrafiło. To jak każda inna praca z tym, że coraz więcej ludzi cię widzi. Odczuwałam zmiany, ale nie były one nagłe, choć może to ja podeszłam do tego ze spokojem, żeby nie zwariować. To, co najbardziej zdziwiło mnie w pracy w telewizji to fakt, że mi się spodobała, nie myślałam, że tak będzie.

- Jest jakieś przed i jakieś potem, jeśli chodzi o Nagrodę Clarina. Czy ten fakt coś zmienił?
- Nie... nawet wtedy. Bardzo mnie ucieszyło, że mnie nominowali i, przede wszystkim, że mnie wybrali, bo w przypadku tej nagrody głosują na ciebie koledzy. Ten moment jest cudowny: bycie tam, czekanie, aż wypowiedzą twoje imię i jeszcze impreza... Przez dwa dni wszyscy mi gratulowali, a potem... nic, zapomnieli. (śmiech)

- Grałaś przerysowane role komediowe już w teatrze. To dlatego zaproponowano ci rolę Flor w "Sin codigo"?
- Tak, w rzeczywistości Adrian Suar zobaczył mnie w "Revista Nacional" i zaprosił mnie do telewizji. To, co spodobało mi się w czasie pracy, to przekraczanie granic nonsensu, dzięki współpracy całej obsady. Nie było to takie trudne, bo przyszło mi pracować z ludźmi doświadczonymi na polu komedii: Nicolasem Cabre, Alfredo Casero, Favio Posca... z wszystkimi, Nancy Duplaa i Adrian są świetni.

- Jaka jest postać, którą grasz w "Sos mi vida"?
- Moja postać nazywa się Debbie i jest kuzynką Martina (Facundo Arana). Pochodzi z wyższej sfery. Taka pół rokmenka, strasznie zakręcona i frywolna ale dobra, kocha wszystkich. Nie pracuje, nic właściwie nie robi, zajmuje się jedynie umawianiem się z facetami, kupowaniem ciuchów, rozmawianiem z przyjaciółka i narzeczoną Facundo, którą gra Carla Peterson.

- Jak myślisz, jakie reperkusje miały twoje akty w Playboy’u?
- Większe niż myślałam. Wiele pytano mnie o te rozbierane zdjęcia, choć też nie trzeba przesadzać: gdyby mnie zobaczyli w "Hermosura", umarliby (śmiech), jestem bardziej rozebrana niż w Playboy’u. Chodzi o to, że w teatrze spektakl robi z tego sztukę, a na zdjęciach pozostaje tylko... tym. Bawi mnie bardzo wyjaśnianie, że gdyby spytać tancerza, czy zgodzi się na akty, nie zrozumiałby pytania.

- A jakie wrażenie zrobiło to na tobie?
- Podobało mi się. Może byłoby lepiej, gdyby sesja była bardziej szalona, bo wystąpiłam w okularach, tak samo jak postać Flor.

- Jak radzisz sobie ze stresem?
- Nie jestem zbyt zestresowaną osobą. Myślę, że są rzeczy, jak premiera, które mnie ekscytują, powodują, że wzrasta adrenalina, ale nie powodują stresu. Ilość pracy może mnie zmęczyć fizycznie, ale sprawia mi to frajdę.

- Gdzie znajduje się granica, której byś nie przekroczyła, aby pozostać młodą i piękną?
- Słuchaj, ja się boję pobierania krwi, tak więc jeśli chodzi o chirurgię... nie widzę nic złego w poddawaniu się tego typu zabiegom, ale nie wyobrażam sobie siebie na stole operacyjnym. Jeśli któregoś dnia zapadną mi sie policzki... nie wiem, nałożę sobie maskę z twarzą Celeste Cid (śmiech).

Wywiad tłumaczyła www.Telenovela.pl
Zakaz kopiowania
www.Look.uol.com.ar


>>wstecz